„Etyka w szkołach nadal religijna” – Adam Kalbarczyk, polonista, autor podręczników i ekspert edukacyjny, o nowej podstawie programowej etyki

Aktualności Działania Religia/etyka w szkole

Etyka w szkołach nadal religijna

Głównym motywem wprowadzenia zmian podstaw programowych w polskich szkołach był ich anachroniczny charakter oraz nadmierne obciążenie wiedzą. Nowy program etyki dla klas IV-VIII szkół podstawowych jest jednak nie tylko bardziej konserwatywny niż dokument obowiązujący za rządów PiS, ale także bardziej akademicki i teoretyczny od poprzedniego.

Można było oczekiwać, że nowa podstawa programowa etyki skataloguje spis kształtowanych w szkole postaw, które pozwolą dzisiejszym nastolatkom zmierzyć się z wyzwaniami współczesności. Można było liczyć na to, że nowy program opisze wzorcowe zachowania, które sprzeciwią się agresji i dezinformacji wylewającej się z mediów społecznościowych. Można było się spodziewać, że nowa etyka w szkole zauważy narastające w Europie i Polsce problemy etyczne – rosnące zagrożenia dla praw człowieka i nasilające się przejawy rasizmu i nietolerancji. Według raportu RPD z 2025 r. przemoc rówieśnicza jest zjawiskiem powszechnym w polskiej szkole.

Co na to nowa podstawa programowa etyki dla klas IV – VIII szkół podstawowych? Nic. W odróżnieniu od poprzedniej nawet nie wspomina o Powszechnej deklaracji praw człowieka jako powszechnym i uznanym dziś przez ludzkość źródle fundamentalnych praw etycznych. Czy mówi cokolwiek o kształceniu empatii wobec innych, wrażliwości na ich potrzeby, szacunku dla ich odmienności? Nie, różnorodność w tej podstawie w ogóle nie występuje. Czy uczy solidarności ze słabszymi, wykluczanymi czy dyskryminowanymi?  Nie, tacy ludzie w zasięgu opisu świata autorów tego programu nie istnieją. Czy etyka według nowego programu ma kształtować wśród uczniów starszych klas szkoły podstawowej postawy uczciwości, rzetelności poznawczej, szacunku dla faktów i zaufania do nauki? Nie, nauka w tym dokumencie pojawia się tylko raz, w konfrontacji ze zdrowym rozsądkiem, co brzmi raczej na jej niekorzyść. Jedyne postawy, jakie ma rozwijać szkoła na tym etapie edukacyjnym, to dziwaczna zbitka „postaw szacunku i troski o dobro własne [!], innych oraz przyrody”. Nie wiadomo jednak nawet, czy troska o własne dobro (oraz innych lub przyrody) jest w jakikolwiek sposób etycznie uwarunkowana oraz jak należy rozstrzygać ewentualny konflikt pomiędzy troską o dobro własne a innych albo przyrody.  

Z niewiadomych względów przyjęta właśnie podstawa programowa etyki dla klas IV-VIII nie zakłada kształtowania postaw, ale nakazuje dyskutowanie i rozważanie kwestii teoretycznych. Np. zamiast kształcić postawę szczerości, szacunku dla prawdy i prawdomówności, uczeń ma „dyskutować o różnych rodzajach kłamstwa i ich wpływie na relacje”. Zamiast rozwijać życzliwość, przyjazne i otwarte nastawienie do innych, uczeń ma „dyskutować o formach przemocy i sposobach ich przeciwdziałania”. Zamiast uczyć się szacunku i otwartości na innych, uczeń ma „wyjaśniać, dlaczego szacunek jest podstawą relacji dialogicznej” (skądinąd nie wiadomo, czym w ogóle jest taka relacja). Zamiast kształtować odpowiedzialność za słowo, uczeń ma „dyskutować na temat standardów moralnych w społecznościach internetowych”. Zamiast uczyć nowoczesnego patriotyzmu, pozbawionego nacjonalistycznego, rasistowskiego i szowinistycznego jadu, uczeń ma rozważać, czym jest patriotyzm i podawać jego współczesne przykłady oraz dyskutować, co to znaczy być dobrym obywatelem.

Poziom rozważań akademickich w nowym dokumencie programowym dla etyki w klasach IV – VIII szkoły podstawowej sięga absurdu.  Uczeń nie dowie się, czym jest empatia i jak się jej uczyć, za to będzie wyjaśniał, „co to znaczy, że człowiek jest istotą społeczną, oraz charakteryzował podstawowe wspólnoty: rodzinę, klasę, szkołę, państwo”. Nie musi rozumieć, dlaczego należy darzyć szacunkiem różne od siebie osoby, za to będzie „charakteryzował różne wymiary tożsamości człowieka” (zadanie trudne nawet dla zawodowych filozofów w odniesieniu np. do tożsamości narodowej czy płciowej). Nie dowie się, jak używać wyników badań naukowych i analitycznego rozumu w rozstrzyganiu problemów moralnych, za to „wyjaśni, czym jest sumienie”, podyskutuje o wybranych starożytnych koncepcjach szczęścia – sokratejskiej, platońskiej, arystotelesowskiej, cyrenejskiej, cynickiej, epikurejskiej i stoickiej, scharakteryzuje „dwa modele rozwoju moralnego: Lawrence’a Kohlberga i Carol Gilligan”, a w tym wszystkim wykorzysta, z entuzjazmem zapewne, „pojęcia i twierdzenia charakterystyczne dla wybranych stanowisk etycznych, w szczególności Sokratesa, Arystotelesa, Tomasza z Akwinu, Immanuela Kanta, Johna Stuarta Milla i Tadeusza Kotarbińskiego”.

Anachronizm świata, w którym autorzy nowego programu etyki umieszczają jej treści, jest uderzający.  Program ten, najzupełniej serio, wymaga od uczniów w szkole podstawowej operowania pojęciami ze słownika cnót kardynalnych św. Tomasza. Uczeń na zaprogramowanych przez ekspertów MEN lekcjach etyki ma się posługiwać np. pojęciami „roztropności” [!] i „umiarkowania” [!]. W dyskusjach akademickich o współczesnych problemach etyki nawet profesorowie uczelni katolickich prawdopodobnie nie stosują dziś już tych kategorii.

W nowej podstawie programowej przedmiotu, który jest alternatywą dla nauczania katechezy w szkole, najbardziej boli jednak jej ideologiczna, wyraźnie religijna orientacja. Podstawowym celem etyki w polskiej szkole jest bowiem kształtowanie postaw młodzieży bez odniesienia do religijnych źródeł moralności. Twórcy nowej podstawy programowej tego przedmiotu dbają jednak bardzo o to, by lekcje etyki służyły religijnemu formatowaniu światopoglądu uczniów. Nie ograniczają się tylko do odnoszenia moralności do metafizycznej kategorii sumienia i nie wystarczy im umieszczenie w centrum uczniowskiej uwagi tomistycznych cnót. Poświęcają cały rozdział dokumentu relacjom młodego człowieka z „sacrum”. Czynią to tak, jakby świat bogów, duchów i cudów realnie istniał, a nie był jedynie przedmiotem wiary. Pytanie wiodące w tym rozdziale brzmi: „Jaką rolę w życiu człowieka odgrywa sfera sacrum?”. Ideologiczne założenie tkwiące w tak sformułowanym zagadnieniu jest aż nadto widoczne. Dalej jest tylko gorzej. Uczeń ma „wyjaśniać, czym jest sfera sacrum, i dyskutować na temat związku sacrum z moralnością indywidualną lub społeczną” oraz „na temat moralnych i pozamoralnych aspektów świętowania”. Ma także omawiać „symbole religijne wielkich religii”.

Wyjątkowo oburzająca jest jednak próba indoktrynacji dzieci, których rodzice nie chcą posyłać na katechezę, ideologią „pro life”. Uczeń bowiem ma bowiem „wyjaśniać spór między zwolennikami etyki świętości życia i etyki jakości życia”. Nieuczciwość tej alternatywy jest widoczna gołym okiem. Skonfrontowanie szlachetnej obrony świętości życia z egoistyczną chęcią zapewnienia sobie egzystencjalnej wygody jest także zwyczajnie krzywdzące wobec tych, którzy uważają, że istnieją etyczne przesłanki zarówno do aborcji, jak i eutanazji. W Polsce, w której tysiące kobiet poddawane są opresji po wprowadzeniu zakazu aborcji z przyczyn embriopatologicznych, apologia etyki świętości życia brzmi jak ponury żart.

Przykro czytać nową podstawę programową do etyki dla uczniów klasa IV-VIII polskiej szkoły podstawowej, ale jeszcze bardziej przykro wyobrazić sobie jej realizację. Wszystkim rodzicom, którzy oczekiwali odpowiadającej na potrzeby współczesnej młodzieży, nowoczesnej i światopoglądowo neutralnej alternatywy dla szkolnej katechezy, należy odradzić posyłanie dzieci na lekcje tego przedmiotu.

*Adam Kalbarczyk – polonista, filozof, etyk, nauczyciel i ekspert edukacyjny.