Chorobliwa spowiedź. List nauczyciela do fundacji

(…) postanowiłem napisać tą wiadomość obserwując lokalnie pewne niepokojące zjawisko w szkołach.

Mianowicie zdziwiła mnie sytuacja, gdy ksiądz uczący religii nagle zachorował w okresie przedświątecznym, a kościoły zapraszały do corocznej spowiedzi. Łudzącym było, że ksiądz będzie oczekiwał w łóżku na przejście choroby. Jak się okazało choroba nie przeszkodziła w byciu spowiednikiem. Nie mi sądzić, czy ten ksiądz wtedy był rzeczywiście chory, taką decyzję wydaje lekarz.

W luźnej rozmowie poruszyłem te kwestie z nauczycielami uczącymi w innych szkołach. Okazało się, że ta przypadłość chorobowa nie jest odosobniona i częściej można spotkać schorowanych księży przed świętami i innymi zdarzeniami. Abstrahując od tego jak ksiądz etycznie i religijnie godzi sytuację, gdy w chorobie uniemożliwiającej pracę jest spowiednikiem, przecież ta sytuacja przekłada się na pieniądze. Tworzone są zastępstwa najczęściej płatne, zapewne te pieniądze można spożytkować inaczej. Pomyślałem wtedy, kijem rzeki nie zawrócę i odpuściłem analizę tego zjawiska.

Problem jednak powrócił, gdy ksiądz został awansowany na proboszcza w innej parafii. Sam uczestniczyłem w zbiórce pieniędzy na odchodzącego księdza, innej opcji nie było. Okazało się wtedy, że choroba ponownie dopadła księdza. Niestety tym razem na dłużej, choroba trwa już miesiąc, a poprawy zdrowia nie widać (bynajmniej w dokumentacji lekarskiej). Sprawę można oczywiście przemilczeć, jak robi to większość nauczycieli i dyrektorów. Częściowo to rozumiem, pracę zawsze można stracić z niewiadomego powodu. Widzę tylko frustrację nauczycieli, gdy za księdza muszą chodzić na świetlicę, którą miał przydzieloną w ramach wynagrodzenia pracy. Co tu więcej pisać, choroba nie wybiera. W połączeniu z nadchodzącymi wakacjami, taki wydłużony urlop na pewno wpłynie korzystnie na zdrowie ciała i ducha.

Masa krytyczna tego zjawiska została jednak osiągnięta, gdy schorowany ksiądz przyjechał na motorze 100km pełny wigoru na piknik rodzinny organizowany przez szkołę.

Ciekaw jestem czy to zjawisko chorobowe dotyka również inne części Polski?

By nie stać się pesymistą spotkałem się z analogiczną, jednak odmienną w finale sytuacją. W innej szkole w przedświątecznej atmosferze przyszedł ksiądz do dyrektora z prośbą o wolne tzw. koleżeńskie. Nie kłamał mówiąc, że są spowiedzi i potrzebuje więcej czasu. W środowisku nauczycielskim „wolne koleżeńskie” jest to pewna przysługa innego nauczyciela, który często nieodpłatnie zastępuje nauczyciela uczącego w danym czasie najczęściej na jedną do kilku godzin. Nie wiem jak ci potencjalni nauczyciele zastępujący księdza by na to patrzyli. Pamiętajmy, że religia jest w czołówce przedmiotów z największą liczbą godzin. Dyrektor odpowiedział grzecznie, że taka opcja jest wykluczona i pożegnali się tego dnia. Niestety księdza dopadła nagła choroba i niedługo przyszedł do szkoły trzymając w ręku zwolnienie lekarskie.

Tutaj jestem pełny szacunku dla dyrektora tej szkoły, postąpił nad wyraz poprawnie w realiach obecnego szkolnictwa. Wytłumaczył księdzu, że oczywistym jest powód nagłej choroby i dodatkowo uświadomił, że zwolnienie lekarskie ma konsekwencje w przypadku podejmowania w tym czasie innego zatrudnienia. Znów wróciło pytanie jak ksiądz chciał pogodzić rolę spowiednika, sam w tym czasie świadomie łamiąc dekalog.

 

pozdrawiam,

nauczyciel