WYMUSZANIE OŚWIADCZEŃ O NIEUCZĘSZCZANIU NA RELIGIĘ. DYREKTOR DZWONI DO BABCI UCZNIA I SKARŻY SIĘ NA DECYZJĘ RODZICÓW. LIST DO FUNDACJI 10.04.15

Aktualności Listy do Fundacji

„Szkoła Podstawowa w (…) stwierdziła że jeśli syn ma nie uczęszczać na religię ja i ojciec dziecka (…) musimy napisać stosowne oświadczenie. Ponieważ ojciec dziecka nie utrzymuje z nim kontaktu, ale jego prawa rodzicielskie nie są ograniczone udało mi się zdobyć jego podpis dopiero w drugim półroczu roku szkolnego 2014/2015. Pani Dyrektor powiedziała mi wówczas, że syn będzie miał na lekcjach religii nieobecności usprawiedliwione, a ponieważ religia zawsze mu wypada na pierwszej lub ostatniej lekcji, mam go odbierać wcześniej lub przyprowadzać później. Za dwa tygodnie poprosiła mnie na rozmowę i stwierdziła, że moje oświadczenie jest fałszywe, ponieważ ona kontaktowała się z ojcem dziecka i on jej powiedział przez telefon że chce żeby syn na religię chodził. Po dłuższej rozmowie okazało się że tak naprawdę to zadzwoniła ona jedynie do babci dziecka ze strony ojca (…) i poprosiła o numer telefonu do ojca. (…) Mimo tego że ojciec dziecka nie skontaktował się ze szkołą pani dyrektor stwierdziła że syn na religię chodzić musi. W związku z zaistniałą sytuacją mam parę pytań.
1. Czy pani Dyrektor może odrzucić otrzymane oświadczenie z powodu swoich podejrzeń że jest ono fałszywe?
2. Czy w ogóle muszę składać oświadczenie podpisane przez obojga rodziców, a jeśli nie to w jakiej formie mam zakomunikować że dziecko na religię nie będzie uczęszczać?
3. Czy szkoła ma prawo informować o takich rzeczach babcie dziecka albo innych dalszych krewnych?
4. Czy zgodne z prawem jest, że moje dziecko będzie mieć wpisywaną nieobecność jeśli uda mi się w końcu skutecznie wypisać go z tych zajęć?

Czekam na Państwa odpowiedź, naprawdę wiele będzie ona dla mnie znaczyć. W tym momencie czuję się upokorzona i bezsilna. Jestem jedyną osobą której oświadczenie było weryfikowane i mimo że nie ma dowodów na to że jest fałszywe, Dyrekcja szkoły traktuje mnie jak oszustkę. Znam wiele przypadków rodzin, w których ojciec pracuje za granicą i dyrekcja szkoły dobrze o tym wie, bo wieś jest mała. Mimo to dzieci jeżdżą na całodniowe wycieczki i nikogo nie dziwi skąd podpis obojga rodziców na zgodzie, jeśli jedno z nich jest za granicą. Jedynie moje pismo jest tak wnikliwie sprawdzano, podejrzewam, że chodzi o fakt iż jako jedyna we wsi nie jestem katoliczką. Nie podoba mi się również fakt, że informacje na temat dziecka szkoła powierza osobom, które nie uczestniczą w żadnym stopniu w jego wychowaniu. Wasza pomoc będzie dla mnie bezcenna.

Poniżej dalszy ciąg korespondencji po otrzymaniu odpowiedzi od fundacji na powyższy e-mail:

„Na pewno nigdy nie zapisywałam dziecka na zajęcia religii. Jestem osobą o zdecydowanych, stabilnych poglądach, które towarzyszą mi od dłuższego czasu. (…) jestem tego pewna w stu procentach że nie zapisywałam go na takie zajęcia. Kiedy składałam kartę zgłoszeniową do zerówki u pani dyrektor od razu poinformowałam ją, że syn nie będzie chodził na religię. W karcie zgłoszeniowej też nie było żadnych pytań dotyczących religii. Pani Dyrektor powiedziała mi wtedy że jeszcze takiego przypadku w szkole nie było (czego się spodziewałam, bo mieszkam w naprawdę małej wiosce) i że będzie musiała sprawdzić jak to zorganizować. Na początku roku szkolnego 2013/2014 dostałam informację, że muszę złożyć pisemne oświadczenie że syn na religię nie będzie uczęszczał i ma być ono podpisane przez obojga rodziców (jak wszystkie pisma w naszej szkole, nawet dotyczące fluoryzacji zębów). Ponieważ wiedziałam, że będę mieć problem z kontaktem z ojcem, dziecko chodziło na religię a ja bezskutecznie wysyłałam sms, maile i dzwoniłam. Listu wysłać nie mogłam, bo adresu nie znam. Dopiero w 2014 roku przyszedł do mnie list adresowany do byłego męża i wtedy udało mi się nawiązać z nim kontakt. Kiedy już się spotkaliśmy bez trudu podpisał oświadczenie  (…) Teraz jednak sytuacja się zmieniła. (…) zadzwoniłam do byłego męża i zapytałam czy podtrzymuje swoje stanowisko w sprawie religii. Okazuje się że teraz on sam już nie wie, ponieważ kiedy dowiedziała się o tym jego mama, cała rodzina zaczęła wywierać na niego nacisk, by nie zgadzał się na wypisanie dziecka z religii. (…)

Osobiście obawiam się wszczynania sporu ze szkołą (…) ale jeszcze bardziej obawiam się tego, że na zawsze utknę w cieniu katolickich przekonań, które dla mnie nic nie znaczą a które wciąż kierują moim życiem mimo iż bardzo staram się tego uniknąć.  (…) Po prostu w środowisku w którym żyję rzadko spotykam się ze zrozumieniem. Pamiętam, jak w dzieciństwie zdarzało mi się płakać z bezsilnej złości, ponieważ musiałam iść do kościoła. Patrząc z perspektywy czasu jest to nic nie znacząca, drobna niedogodność dzieciństwa. Jednak wtedy było to dla mnie bardzo emocjonujące i krzywdzące. Obawiam się że jeśli sprawy nie potoczą się tak jakbym tego chciała mój syn będzie skazany na podobne emocje (…)  Kiedy wypisałam go z religii był bardzo szczęśliwy i chwalił się wszystkim znajomym że nie będzie już musiał chodzić na te lekcje. Teraz znowu na nie chodzi, ale nie wyobrażam sobie żeby musiał zacząć chodzić do kościoła. A przed komunią trzeba jeszcze obejść wszystkie nabożeństwa majowe i październikowe. (…)”